Diecezjalny Ośrodek
Duszpasterstwa Akademickiego ARKA
Diecezji Warszawsko-Praskiej

Dla niej...

 

Wanda Półtawska - MACIERZYŃSTWO DAREM

Dziękujemy ci, kobieto-matko,
która w swym łonie nosisz istotę ludzką
w radości i trudzie jedynego doświadczenia,
które sprawią że stajesz się Bożym uśmiechem
dla przychodzącego na świat dziecka
przewodniczką dla jego pierwszych kroków,
oparciem w okresie dorastania
i punktem odniesienia na dalszej drodze życia.

Jan Paweł II, List do kobiet, n.2.

1. Wstęp
Rodzicielstwo zawsze było traktowane jako ważne zadanie życiowe; było też i jest oczywiste, że macierzyństwo zależy od ojcostwa i wzajemnie. O matce, o miłości do matki pisano piękne liryki, czas oczekiwania na urodzenie dziecka nazywano przez wieki "stanem błogosławionym". Dopiero nasze czasy przyniosły wyraźny kryzys macierzyństwa. Macierzyństwo jest teraz często traktowane jako coś, co przeszkadza kobiecie realizować siebie samą wręcz jako klęska; kobieta współczesna chce uwolnić się od macierzyństwa. Wydaje się zatem celowe wydobyć głębsze znaczenie macierzyństwa w świetle antropologii chrześcijańskiej. 

2. Genealogia człowieka
Losu człowieka i sensu istnienia nie można w pełni zrozumieć nie sięgając do początku, do Księgi Rodzaju: "Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" (R 1,27). Dopiero ta świadomość Bożego pochodzenia człowieka nadaje sens ludzkiemu istnieniu. Człowiek, stworzony z nadmiaru Bożej miłości na obraz Boga ma do Boga wrócić; stworzony dla nieba człowiek dostaje życie ziemskie jako zadanie. Jan Paweł II powiedział do młodzieży: "pamiętajcie, że życie tu na ziemi jest drogą i tylko drogą niczym więcej - drogą do nieba bo człowiek jest stworzony nie dla ziemi, ale dla nieba". 
Niebo nie jest jednak niejako automatycznie kresem ludzkiej wędrówki, ale dotarcie do niego wymaga wysiłku - tak, jak każdy szczyt zwykłej ziemskiej góry domaga się wysiłku, aby go osiągnąć; im wyższa góra, tym wysiłek musi być większy. Łatwo możemy sobie wyobrazić niebo jako ten najwyższy ze szczytów i zrozumieć, że dojście tam wymaga wysiłku po prostu całego życia. 
Różne drogi prowadzą na ten szczyt - i różnymi drogami ludzie mogą tam dojść. Pan Bóg wyznacza ludziom zadania właśnie jakby owe drogi – daje powołania. Mówi do nich wręcz: "idźcie i napełniajcie ziemię"; i właśnie to zadanie, zadanie podjęcia rodzicielstwa stanowi dla ludzi do tego powołanych ów wytyczony dla nich szlak do nieba - rodzicielstwo, a więc macierzyństwo i ojcostwo ma być dla rodziców drogą do zbawienia. Bóg-Stwórca zleca zadanie, zarazem jednak obdarza ludzi szczególnym darem - niejako dzieli się z ludźmi swą stwórczą mocą i chcąc napełnić ziemię ludźmi jakby rezygnuje z tej mocy i uzależnia swą stwórczą działalność od stworzeń. Dopuszcza ludzi tak blisko do siebie samego, że bez nich nie stwarza następnych, nieśmiertelnych osób; uzależnia siebie, Boga, od ludzi - od rodziców. Paweł VI w encyklice Humanae vitae nazywa małżonków współpracownikami Boga samego w dziele stworzenia. 

3. Zadania małżonków
Zjednoczenie małżeńskie, to, co stanowi o istocie małżeństwa - "będą dwoje w jednym ciele" - przywilej dany tym ludziom, którzy wybierają takie powołanie, a zarazem są do niego wybrani, jest Bożym planem wobec człowieka, a zarazem Bożą tajemnicą Człowiek nie może ogarnąć Bożych tajemnic, może je jedynie przyjąć. Tak, a nie inaczej Bóg stworzył ich w odmienności płci i płodności. Płciowość i płodność należą do struktury człowieka, a jako takie stanowią tajemnicę - tak stworzona natura człowieka, który jest zarazem ciałem i duchem - ciałem uduchowionym - stanowi o integralności osoby ludzkiej. Sposób powstawania następnych ludzi jest wpisany w strukturę człowieka i ów fakt jednoczenia się, które jest zadaniem małżonków, jest po prostu Bożym programem. 
Człowiek niewierzący nazwie to "naturą". Dla człowieka, który przyjmuje swoją Bożą genealogię, jest to Boży plan, z którym oni - mąż i żona - mają współpracować. Z tego małżeńskiego zjednoczenia może być owoc - nowy człowiek. Małżonkowie mają założyć rodzinę; w języku polskim jest to w sposób naturalny podkreślone: rodzice to ci, co rodzą, a rodzina to ta rzeczywistość, jaka powstaje przez fakt urodzenia się nowego człowieka. Małżonkowie mają zatem stać się rodzicami. 
W jakim czasie i ile mają mieć dzieci - to Bóg zostawia do ich decyzji, choć wskazówki co do tego daje zarówno sam Chrystus gdy mówi "każdy, kto bierze to maleństwo, bierze mnie samego" - Bóg więc utożsamia się z dzieckiem - jak i Kościół naucza o tym przez dokumenty; Paweł VI w encyklice Humanae vitae, której w tym roku obchodzimy czterdziestolecie (R. 8), mówi o miłości małżeńskiej, że ma ona być "płodna i w płodności hojna". Sakrament małżeństwa nakłada na małżonków obowiązek rodzicielstwa, z którego wprawdzie mogą być nieraz z różnych przyczyn zwolnieni - tym niemniej jest to obowiązek. 
Takie sformułowanie napotyka dzisiaj na sprzeciwy, ludzie mają tendencję, aby traktować rodzicielstwo jako niezasłużony ciężar, od którego chcą się uwolnić, zachowując sobie radość i przyjemność, jakie daje zjednoczenie mężczyzny i kobiety. Zarazem jednak zapomina się, iż sens ludzkości leży właśnie w rodzicielstwie - jest to wręcz warunek istnienia ludzkości; i ci sami ludzie, którzy nieraz jednoznacznie występują przeciwko rodzicielstwu, równocześnie pracują w instytucjach, które mają przetrwać wieki, i starają się tworzyć "dzieła wiekopomne" - całkowicie zapominając, że bez dzieci, czyli bez potomków nikt nie będzie mógł tych dzieł podziwiać. Teraźniejszość tworzy przyszłość. Zadania rodziców przekraczają wymiar czasu - dla ludzi wierzących ten wymiar sięga wieczności, gdyż właśnie małżonkowie, stając się rodzicami, tworzą dzieła nieśmiertelne, biorą udział w twórczości, która sięga wieczności. 

4. Odmienność zadań
Zadania rodzicielskie zależą od płci człowieka, inna jest rola ojca, a inna matki. Ta odmienność domaga się wiedzy i akceptacji. Heteroseksualizm ludzkości jest planem Bożym. Odmienność ta sięga głęboko w strukturę człowieka, zarówno biologiczną, jak psychiczną i duchową. Odmienność stanowi o sile wzajemnej atrakcji i daje szansę dla wzajemnego upodobania i jakby uzupełniania się. Staje się podstawą miłości, budzi - a w każdym razie powinna budzić - wzajemny zachwyt. Księga Rodzaju opisuje radosne zdumienie Adama na widok Ewy. 
Jednak ta atrakcyjna odmienność niesie zarazem ze sobą konieczność wysiłku, wysiłku w kierunku zrozumienia tej drugiej osoby - tak bardzo odmiennej. Bowiem ta inność w początkowym okresie łatwej, przedmałżeńskiej, rodzącej się miłości stanowi siłę atrakcyjną; ale ta sama inność reakcji i charakteru w trakcie trwania małżeństwa, z biegiem lat może stać się trudna i nużąca i wymaga wytrwałości i ofiary. Małżeństwo wymaga wręcz całopalenia -"daję ci siebie, całego siebie i na zawsze". Dar nieodwołalny - tak trudny, że Stwórca daje im gwarancję pomocy w przymierzu małżeńskim, łaskę stanu, łaskę Sakramentu, która ich uzdalnia do wzajemnego znoszenia wszystkiego, co ich spotka, a także siebie nawzajem. 
Odmienność zadań odnosi się do wielu spraw; ale najbardziej radykalnie różni się rola ojca i matki w biologicznym przebiegu przekazywania życia. Powierzchownie patrząc, może się wydać, że rola ojca jest rolą uprzywilejowaną. Płodność męska (płodność pojedynczej osoby jest zawsze tylko potencjalna, płodna może być tylko para ludzi) jest biologicznie i fizjologicznie bardzo łatwa, nie niesie ze sobą żadnych trudów. Tak samo rola ojca. Przed urodzeniem dziecka ojciec nie jest w żaden sposób obciążony osobiście i wręcz może nie wiedzieć, że stał się ojcem. Dla niego ojcostwo oznacza wtedy tylko przyjemność spotkania z kobietą, matką dziecka. Natomiast płodność kobiety niesie ze sobą szereg trudów i dolegliwości wręcz fizycznych, nie mówiąc już o okresie noszenia dziecka przed urodzeniem. Ta jakby "niesprawiedliwość" narzuca się świadomości kobiety - i dlatego kobiety są nieraz skłonne uważać los mężczyzny za łatwiejszy. Kobieta musi odnaleźć swoją tożsamość matki, aby odnaleźć radość macierzyństwa. 

5. Tożsamość kobiecości
Zagubiona poprzez wieki radość macierzyństwa zachwiała na tyle równowagę kobiety współczesnej, iż nie umie ona odnaleźć dla siebie, dla swego "ja" właściwego wzorca. Uczestniczyłam szereg lat temu w sesji na temat kobiecości, gdzie większość wygłaszanych referatów sławiła rolę bohaterskich kobiet z czasu wojny i okupacji - kobiet z akcji podziemnej, bohaterskie dziewczyny z Powstania Warszawskiego, kobiety, które razem z mężczyznami strzelały do ludzi i razem z nimi ginęły. Pozwoliłam sobie wówczas zabrać głos mówiąc, że wprawdzie w żaden sposób nie chcę pomniejszyć oceny bohaterstwa tych kobiet - sama brałam udział w podziemnej walce - ale jednak uważam, że czasy, które zmuszają kobietę do postaw tak bardzo odległych od jej istoty, są czasami haniebnymi; kobieta nie ma ani sama zabijać, ani przyczyniać się do zabijania: jej zadaniem, jedynym zadaniem, w którym mężczyzna nie może jej zastąpić, jest właśnie macierzyństwo. 
Melchior Wańkowicz w Ziele na kraterze pisze o chwili, w której jego córka stała się matką Jest to jedna z rzadkich w literaturze scen opisujących radość rodzenia; kobieta spełnia się właśnie wtedy, gdy patrzy w oczęta swego dziecka, które wyciąga do niej rączki i do niej kieruje swój pierwszy uśmiech. Cokolwiek mogą pisać zwolennicy aborcji, nie da się zaprzeczyć, że macierzyństwo niesie ze sobą także radość, a bezdzietność jest nieraz dla kobiety źródłem bólu. Małżeństwa bezdzietne często szukają pomocy i adoptują cudze dzieci, byle odnaleźć radość rodzicielstwa i sens życia. 
W istocie bowiem wszyscy żyjemy dla dzieci, dla następnych pokoleń - w tym przecież kierunku idą wysiłki ludzkie; kobieta sobą zabezpiecza trwałość ludzkości, ona bierze udział w najważniejszych dla ludzkości zdarzeniach. Kobieta-matka jest jakby fundamentem, na którym stoi gmach ludzkości - ale czy jest tej swojej wielkiej misji świadoma? 
Na plan pierwszy w świadomości kobiety wysuwa się trud, jaki musi podjąć stając się matką - trud noszenia dziecka i jego rodzenia się. Dziecko rodzi się z kobiety, ale jakkolwiek ona cierpi, to ono rodzi się niejako samo, siłami natury czy z pomocą lekarza, ona jest temu poddana. Poród dziecka jest mechanizmem przymusowym, niejako zniewalającym kobietę; cała jej trudna płodność zniewala ją, i ten biologiczny przymus budzi nieraz sprzeciw, zwłaszcza u młodych i niedojrzałych jeszcze kobiet. Zniewolona w macierzyństwie, kobieta usiłuje wyzwolić się, i nie zdaje sobie sprawy, że wówczas wpada w gorsze niewolnictwo: staje się zabawką w rękach mężczyzny. Niszcząc swoją płodność, a wchodząc w układ jednoczący tylko ciało, kobieta rezygnuje z najwyższego wymiaru, do jakiego jest powołana. Odrzucając rolę matki, naśladuje mężczyznę, ale to naśladownictwo nie przynosi jej istotnych wartości. Społecznie przynosi jej szereg trudów, udział w pracy za ciężkiej na jej organizm, który ma swoje prawa Siła kobiety nie leży ani w jej mięśniach, ani nawet w jej intelekcie, ale w jej sercu, o którym Jan Paweł II powie: "geniusz serca kobiety". Gdy odrzuci macierzyństwo i zdecyduje się wystąpić przeciwko życiu dziecka, to nieraz przez całe życie cierpi na skutek wewnętrznego rozbicia swej osobowości - rozbicia, które zawsze pociąga za sobą aborcja 
Mężczyzna zaś korzysta z tego, że ona nie chce być matką by używać jej dla swojej przyjemności; taki zaś układ, ogołocony z istotnych wartości, prowadzi do zaniku miłości. Małżeństwo, żyjące w postawie antykoncepcyjnej i antynatalistycznej nie rozwija się, przeciwnie - miłość ich niejako obumiera i dochodzi do kryzysu, wręcz do rozwodu. Odrzucone rodzicielstwo obniża wymiar miłości i w ostatecznym rozrachunku miłość zamienia się nieraz w nienawiść. Kobieta nie znajduje pełni, o której nie tyle wie, ile której w intuicji serca się spodziewa i jakby karleje, nie rozwija się do tej pełni, jaką dla niej zamierzył sam Bóg. 
Swoją tożsamość kobieta może odnaleźć tylko w macierzyństwie - czy to biologicznym, czy w postawie matki duchowej, która dba o dobro wszystkich, z którymi się zetknie. Hic mulier – matka, która wszystko rozumie. 
Ale czy dzisiejsza kobieta to rozumie? 

6. Macierzyństwo jako dar
Co rozumie dzisiaj kobieta z siebie samej? Młoda dziewczyna, poinformowana wyłącznie o fizjologii i technice działania seksualnego, o patologii tego zachowania - co może ona zrozumieć z tego wielkiego daru, jakim jest jej kobiecość i potencjalna zdolność do macierzyństwa? Pytane w ankietach dziewczęta domagają się równouprawnienia z mężczyznami, żądają równej swobody seksualnej, prawa do samogwałtu jak chłopcy, do cudzołóstwa jak dorośli, do tego, aby używać ciała ponieważ je posiadają Znika z horyzontu współczesnej dziewczyny prawda o Bożej genealogii człowieka - a przecież jakże wielkim darem jest to dziś odrzucane macierzyństwo, przecież to w niej, w kobiecie, w jej tajemniczym łonie staje się cud nowego życia ludzkiego, cud, który z niej, z jej ciała, czyni "naczynie ducha". Aby móc w pełni zrozumieć to, co Jan Paweł II nazywa "sacrum ciała kobiety", trzeba jeszcze raz wrócić do genealogii człowieka, do jego Bożego pochodzenia. 
Jak się to dzieje, że człowiek jest dzieckiem Bożym, w którym momencie pojawia się to Boże ojcostwo, które jest jakby ojcostwem ponadludzkim? Trzeba głębiej zrozumieć moment poczęcia, ten tajemniczy moment, w którym powstaje człowiek - owszem, przy pomocy rodziców, ale nie ich wolą. Rodzice przygotowują teren, jednoczą się i ojciec przekazuje matce zalążki życia, swoje komórki; ta działalność zależy całkowicie od woli ludzi, to oni decydują, kiedy się zjednoczą - i to jest ich część, ich wkład w dzieło stworzenia; fakt biologiczny, który jednak nigdy nie jest poczęciem nowego życia. Aby mogło zaistnieć dziecko konieczny jest drugi fakt biologiczny, na który ci dwoje nie mają już żadnego wpływu, to się dzieje samo, "siłami natury"; w tajemniczym łonie kobiety, w ukryciu dokonuje się zjednoczenie komórek ojca i matki, zjednoczenie, które może zaistnieć po paru godzinach czy nawet po paru dniach po tamtym działaniu. Niezależnie od woli człowieka, a nawet od jego wiedzy, Bóg stwarza dziecko w łonie matki, osłania ją Duch Święty Ożywiciel - ten sam, który powołał do życia Syna Bożego w łonie Dziewicy z Nazaretu; powtarza się wielokrotnie cud powstawania nowego życia w łonie kobiety-matki. Ojciec Święty Jan Paweł II pisze wprost o sacrum ciała kobiety - to właśnie jest ten wielki dar, którego ona często nie pojmuje, nie rozumie, że w niej działa bezpośrednio Bóg, że ona staje się wówczas "naczyniem łaski pełnym". 
To jest właśnie podstawa dla szacunku dla niej, podstawa także dla radości, dla słusznej dumy. Czemu może się równać godność kobiety-matki? Uprzywilejowana tą wielką godnością, wybrana przez Boga, powinna w sobie odnaleźć ten Boski wymiar: rośnie w niej dzieło Boże, nowy człowiek, posiadający nieśmiertelną duszę, a ona jest osobą, od której to nowe życie ludzkie zależy, od niej w sposób bezwzględny. Ona jest nieodzowna do tego, aby Bóg mógł tworzyć ludzkość. Czy przyjmie ten dar? Czy zrozumie jego wymiar, jego wielkość? 
Dzisiaj Bóg nie przemawia z krzaku gorejącego, ale przecież posłał na ziemię Syna, a Syn nie zostawił nas samymi, lecz przekazuje przez swego Zastępcę tu na ziemi te prawdy, w których człowiek ma odnaleźć swój własny wymiar. Kobieta spełnia swoje wielkie zadanie, zadanie trudne, ale przecież niosące radość - radość, której nie ma równej. Jeżeli czegoś mogliby kobietom zazdrościć mężczyźni, to właśnie tej chwili, kiedy rodzi się człowiek. Nie da się tego momentu adekwatnie wyrazić słowami - "kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat" (J 16,21). 
W Liście do kobiet Jan Paweł II, ten papież, który będąc jeszcze księdzem pisał wiersz o matce, a jako Ojciec Święty w iluż dokumentach głosił wielką prawdę o godności kobiety-matki, i do tej kobiety-matki napisał: 
Dziękujemy Ci, kobieto, za to, że jesteś kobietą! Zdolnością postrzegania cechującą twą kobiecość wzbogacasz właściwe zrozumienie świata i dajesz wkład w pełną prawdę o związkach między ludźmi (Jan Paweł II, List do kobiet, n.2) 

WPMA7698 - Warszawa, 7 czerwca 1998r.

 

Wanda Półtawska - KOBIETY W WALCE ZE ZŁYM

...w paradygmacie biblijnej "Niewiasty"
zostaje wpisana od początku po kres dziejów
walka ze złem i ze Złym.

Jest to walka ο człowieka,
o jego prawdziwe dobro,
o jego zbawienie.
Jan Paweł II, Mulieris dignitatem (30)

Wstęp
LosuPytanie, czy kobieta współczesna istotnie "walczy ze Złym, czy też przeciwnie — z nim współpracuje? 

1. Credo
Aby człowiek mógł podjąć skuteczną walkę ze złem, musi mieć świadomość, że istnieje siła zła. Zły — konkretna osoba duchowa obdarzona przymiotami, które mogą przewyższać człowieka. Na ile człowiek, a zwłaszcza kobieta współczesna, zdaje sobie sprawę z realności zła? Na ile wierzy w istnienie szatana? 
Żeby zrozumieć układ sił, jakie realnie istnieją w świecie, trzeba wrócić do Biblii, przede wszystkim do Księgi Rodzaju, do Genesis. Opis stworzenia ukazuje sekwencję zdarzeń: najpierw Stwórca stwarza świat duchów, Bóg otacza się wojskiem aniołów — osób duchowych (niektóre znamy po imieniu: Gabriel, Rafał, Michał). Te osoby jakby nie wystarczają Stwórcy, zwłaszcza że część z nich (nie wiadomo jaka? „legion"?) odwraca się od Boga, nie chce Mu służyć — i przez swoje non serviam powoduje podział — rozdźwięk na wieczność. 
Świat duchów zostaje podzielony na duchy niosące światłość i duchy ciemności — choć miały nieść światło: Lucyfer. gdy Bóg stwarza człowieka, ten świat duchów jest już podzielony. Jan Paweł II powiedział wyraźnie: „Pamiętaj, że diabeł był przed człowiekiem i miał gotowy plan niszczenia człowieka jako dzieła Bożego i ten plan realizuje". 
Stwarzał Bóg człowieka, mężczyznę i niewiastę, na obraz swój, stwarzał z nadmiaru miłości. Osoba ludzka jest jedynym stworzeniem, które Bóg stworzył dla siebie samego. Scena z Księgi Rodzaju ukazuje ten przebieg stwarzania: najpierw mężczyzna, Adam, który nie znajduje nikogo podobnego i jest samotny. Tę samotność widzi Stwórca i stwarza kobietę, Ewę, dla Adama do pomocy. Pomoc w „byciu człowiekiem" przez pojawienie się Ewy — Adam spełnia się we wzajemnym z nią obcowaniu. 
Opis biblijny wskazuje więc na istnienie Boga, aniołów, diabłów i człowieka. Domaga się wiary w to Boże pochodzenie człowieka i w istnienie osobowego zła. W tym świecie duchów człowiek zajmuje jakby miejsce centralne, ale wydany jest na wpływ z każdej strony. 

2. Genealogia Divina
Przyjęcie prawdy o stworzeniu człowieka przez Boga na Jego obraz ustawia człowieka w pozycji zależności stworzenia od Stwórcy. Ale o tym wyjątkowym stworzeniu, o człowieku, Bóg mówi, że jest on na jego obraz — i właśnie chodzi o ten ślad podobieństwa do Boga; on i ona do Niego podobni w człowieczeństwie. Od świata duchów człowiek różni się ciałem, jest duchem ucieleśnionym — Bóg stworzył i ciało, i duszę. Jan Paweł II mówi: ciało ludzkie jest zawsze poddane duchowi — albo Duchowi świętemu, albo duchowi tego świata. 
Duch tego świata — szatan — należy do ziemi, to jest jego królestwo: zesłanie na ziemię razem z człowiekiem, który dał mu się uwieść. Księga Rodzaju opisuje jednoznacznie to zdarzenie — grzech nieposłuszeństwa za przyczyną szatana, który działa przez kobietę, przez Ewę. Biblia nie wspomina o tym, jakoby diabeł kusił bezpośrednio Adama — Adam ulega nie szatanowi, ale Ewie. Opis pierwszej kobiety i jej roli wskazuje wyraźnie na to, że stała się ona narzędziem w ręku szatana, dała się namówić szatanowi. Można przypuszczać, że czyni to bezmyślnie, nie przewidując skutków, ale można też przyjąć, że Zły znalazł klucz do serca Ewy, umiał nią zawładnąć. Ewa jawi się jako poddana szatanowi — a Adam uległ Ewie. 
W Bożym zamyśle Ewa miała spełnić wielką rolę: pomóc Adamowi w rozwoju. Jan Paweł II pisze wręcz w Mulieris dignitatem (7): „Kontekst biblijny pozwala rozumieć [...], że kobieta ma «pomagać» mężczyźnie — a zarazem on ma jej pomagać — w samym «byciu człowiekiem»; pozwala im niejako stale odkrywać i potwierdzać integralny sens człowieczeństwa." Zaś „Człowieczeństwo oznacza wezwanie do międzyosobowej komunii". Człowiek ma zatem żyć „dla" — dla drugiego człowieka. On i ona zostają wezwani do obcowania ze sobą, do wspólnego życia na ziemi. 
Historia ludzkości pozwala prześledzić ten wzajemny wpływ — Stary Testament ukazuje sylwetki kobiet, które spełniły twórczą rolę w budowaniu ludzkości; ale historia ta opisuje zarazem szereg zdarzeń, w których rola kobiety jest wyraźnie destrukcyjna. 

3. Ewa i Maria
LosuDwa bieguny kobiecości stoją więc ciągle w sprzeczności ze sobą. 
Kobiecość pełna sprzeczności domaga się integracji wewnętrznej. Dla tej integracji trzeba odnaleźć w każdej kobiecie punkty oparcia. I Ewa i Maria są matkami — macierzyństwo staje się jakby bezpiecznym terenem — terenem działania, wobec którego Zły staje się bezradny. Kobieta posłuszna macierzyństwu, poprzez macierzyństwo wchodzi niejako w Boże ręce. Jan Paweł II nie waha się mówić współczesnej kobiecie o sacrum ciała kobiety — owo sacrum jest miejscem, w którym bezpośrednio działa Bóg — Duch Święty Ożywiciel. 
Przyjmując macierzyństwo, przyjmując W siebie Boże dziecko, Ewa niejako spontanicznie przechodzi na stronę Maryi — współdziała z Bogiem, znajduje się „w stanie błogosławionym"; i byłoby to skutecznym sposobem odzyskania jedności z Bogiem, gdyby Ewa w pełni akceptowała swoją tożsamość matki. Ale współczesna Ewa temu zaprzecza i na wszelkie sposoby chce realizować siebie poza macierzyństwem. 
Biblijny zapis o mężczyźnie, że on będzie panował nad nią budzi w Ewie sprzeciw — i z tej postawy od razu korzysta Zły, podsuwa Ewie model rezygnacji z zaplanowanej przez Stwórcę odmienności i wysuwa pokusę maskulinizacji. Jan Paweł II pisze: 
„W imię wyzwolenia się od «panowania» mężczyzny, kobieta nie może dążyć do tego, by — wbrew swojej kobiecej «oryginalności»" — przyswajać sobie męskie atrybuty. Zachodzi uzasadniona obawa, że na tej drodze kobieta nie «spełni siebie», może natomiast zatracić i wypaczyć to, co stanowi o jej istotnym bogactwie." (Mulieris dignitatem 10). 
Współczesna Ewa naśladuje Adama — zamiast realizować te zasoby człowieczeństwa, jakie otrzymała w podobieństwie do Boga. Kobieta musi odnaleźć, poprzez osobowy kontakt z Bogiem, swoją niezależną tożsamość — musi odnaleźć swoje własne człowieczeństwo. 

4. Płciowość a człowieczeństwo
LosuMój katecheta, ks. profesor Florian Krasuski, powiedział przed laty do małych dziewczynek zdanie, którego prawdziwość potwierdziło moje późniejsze doświadczenie, także jako lekarza psychiatry. Powiedział on: „Pamiętajcie, że kobiecie to trudniej być człowiekiem". 
Człowieczeństwo oznacza podobieństwo do Boga — oboje są podobni Bogu, bo są ludźmi. Mają duszę, którą Jan Paweł II nazwał „człowiekiem wewnętrznym" — duszę obdarzoną przymiotami rozumu i woli. Dzięki tej duchowej strukturze człowiek dostępuje przywileju, który mu pozwala zjednoczyć się ze swym Stwórcą. Stworzenie zostaje podniesione do rangi dziecka, do rangi dziedzica i może tę jedność komunii przeżywać tu na ziemi dzięki sakramentowi Eucharystii, a potem w wieczności trwać twarzą w twarz z Bogiem. 
Dusza umożliwia obcowanie z Bogiem, natomiast ciało ludzkie i jego płciowość jest dalszym obdarowaniem — umożliwia bowiem człowiekowi współdziałanie z Bogiem w dziele stworzenia. Płciowość tłumaczy się prokreacją. Stwórca oddaje swoją stwórczą moc w ludzkie ręce i i pozwala się niejako „ogarnąć" człowiekowi. Kobiecość ma służyć macierzyństwu — płciowość na usługach płodności. Ale ta płciowość musi być poddana człowieczeństwu, zatem nad cechami, jakie otrzymuje kobieta z racji powołania do macierzyństwa musi ona panować rozumem i wolą. 
I tu właśnie pojawia się trudność dla kobiety obdarzonej wrażliwością, będąc zdolna do wzruszeń zatrzymuje się w tym punkcie — przeżywa. Przeżywa emocje, wzruszenia, pragnienia rzeczy, które podsuwa jej świat i duch tego świata — Zły, który chce zniszczyć dzieło Boże. 
Ewa, stworzona dla Adama, dla jego pomocy, zatrzymuje się na sobie. Nazywam to fenomenem lustra. 
Świadomość tożsamości Ewy, zwłaszcza tej młodej, niedojrzałej, zatrzymuje się w tym punkcie — w trosce o siebie, o swoje ciało, Ewa chce się podobać sobie i Adamowi i nie może dostrzec ducha, który nie daje odbicia w lustrze, zatrzymuje się na ciele. Ciało zostaje wysunięte na czoło jako wartość nadrzędna, której kobieta podporządkowuje swoje życie — ciało sprowadzone do roli pięknej lalki. Taką spostrzega ją Adam i tak ją za jej zgodą traktuje. Ewa pozwala Adamowi traktować się jak przedmiot do zabawy, do zdobycia przyjemności. Ewa, która niby chce się wyzwolić, wpada w niewolnictwo wobec siebie samej i Adama — i w ten sposób realizuje się nieludzka kobiecość, która w skrajnych przypadkach oznacza wprost zabicie Ewy-matki, oznacza odrzucenie największego powołania. 
Stwórca składa los ludzkości w kobiece ręce, ona jest tym fundamentem, na którym rodzi się ludzkość — a ona to odrzuca, ustawia się, nie zdając sobie z tego sprawy, przeciwko sobie samej. Ewę trzeba doprowadzić do świadomej refleksji nad sensem życia i znaczeniem ludzkiej płciowości. 
Chrystus rozmawia z Samarytanką, kobiety Ewangelii są zdolne pojąć naukę Chrystusa wtedy, gdy go słuchają i są Mu posłuszne. Wówczas następuje metanoia — przemiana i nawrócenie. Jawnogrzesznica staje się świętą, ale dopiero wtedy, kiedy poznała Chrystusa. 

5. Ewangeliczna rola kobiety
LosuKobieta ma odnaleźć swoją tożsamość i swoje powołanie. Księga Rodzaju, która daje świadectwo o grzechu, o obciążeniu ludzkości grzechem, daje jednocześnie pierwszą zapowiedź zwycięstwa nad grzechem, gdy Bóg mówi do węża: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę" (Genezis 3,15). Przez kobietę zaistniał grzech — i przez kobietę ma zwyciężyć dobro. 
Podstawowym zadaniem kobiety ma więc być doprowadzenie do zwycięstwa dobra. Aby to mogło nastąpić, musi dokonać się w kobiecie integracja Ewy i Maryi, ich zjednoczenie w człowieczeństwie. Maryja jest jak gdyby przekroczeniem tej kobiecości, która uległa szatanowi, ukazuje ona inny, właściwy wymiar kobiecości, jest „«nowym początkiem» godności i powołania kobiety, wszystkich kobiet i każdej" (Mulieris dignitatem, 11). 
Chodzi o to, by kobieta współczesna odkryła w sobie dar Stwórcy, aby odkryła bogactwo osobowego zasobu kobiecości, całej odziedziczonej oryginalności niewiasty-osoby, takiej, jakiej Bóg chciał dla niej samej; równocześnie zaś ma ona odnaleźć siebie poprzez bezinteresowny dar z siebie samej. 
Grzech, popełniony na początku, jakby zasłonił tę rzeczywistość kobiecości, teraz chodzi o odkrycie tej pełni Bożego obdarowania. Kobieta ma się odnaleźć w relacji do Stwórcy — dawcy darów, ma odkryć znaczenie kobiecego człowieczeństwa. Wtedy zaś zaczyna działać, walczyć ze Złym — sobą i tym, co czyni. Opis ewangeliczny ukazuje kobiety, które po spotkaniu z Jezusem świadczą o Nim, niosą prawdę o Jego bóstwie ludziom, trwają pod krzyżem, wykazują odwagę większą niż mężczyźni, stają się „niezastąpionymi świadkami" tego, co Boże i duchowe. 
Postawa taka wymaga ciągłej czujności, kontroli i wytrwania, szukania w każdej sytuacji Bożej myśli, odnalezienia postawy służby. Zły wie jednak, jak je z tej drogi sprowadzić. 

6. Zagrożenia
LosuChodzi więc o to, aby współczesna kobieta zrozumiała swoją sytuację — aby wiedziała, co ma zmienić i przed czym się bronić, gdyż z reguły ulega dwojakiej „pożądliwości: oczu i serca. 
Pożądliwość oczu polega na pragnieniu posiadania różnych rzeczy, różnych błyskotek, daje się uwieść temu, kto jej coś obiecuje i coś posiada. To niepohamowane pragnienie posiadania staje się często przyczyną rozpadu małżeństwa, gdy Ewa wymaga od Adama różnego rodzaju świadczeń, których on nie może spełnić, a pojawia się inny, który ma większe możliwości. 
To pragnienie posiadania nie musi odnosić się jedynie do dóbr materialnych (mieszkanie, samochód itd.), ale może także oznaczać pragnienie osiągnięcia znaczenia, ważności, sławy, chęć rządzenia. Ewie wydaje się, że zaspokoi siebie, gdy zapanuje nad Adamem i nad otoczeniem. To pragnienie znaczenia jest całkowicie przeciwstawne postawie służby; w tym dążeniu kobieta zatraca właściwą sobie delikatność i potrafi dojść wręcz do okrucieństwa, dążyć do swoich celów bez względu na innych — staje się karykaturą kobiety. 
Pożądliwość serca jest jeszcze bardziej niebezpieczna, gdyż sprawia wrażenie postawy prawidłowej — Ewa chce być kochana, ale jej rozu¬mienie miłości zatrzymuje się na fali przeżyć emocjonalnych , chce czuć się kochaną, co pozornie jest zgodne z planem Bożym: Bóg stworzył ludzi, aby się wzajemnie podziwiali. Jan Paweł II na spotkaniu z młodzieżą w Paryżu wręcz powiedział, że mają obcować ze sobą na dwu biegunach — podziwu i czułości". 
Ale ten podziw ma się odnosić nie tylko do ciała kobiety czy mężczyzny, ale do ich całej osobowości, ona zaś zaspokaja się jego podziwem dla jej atrakcyjnego wyglądu, robi wszystko, aby zwrócić na siebie jego uwagę — i zaspokaja się tym powierzchownym sukcesem. Nie zdaje sobie sprawy, ż w ten sposób niszczy człowieczeństwo Adama, trafiając jedynie do jego męskiej pożądliwości. Cieszy się, że go „zdobyła" — żałosna zdobycz, która zaniża ich człowieczeństwo. Ewa zatrzymuje się na doznaniu cielesnym, wręcz przywiązuje się do niego i prowokuje Adama. Ale samo przeżycie nie może wystarczyć, gdyż, jak wszystkie emocje, przemija — i Ewa „przestaje kochać". Do młodych, którzy przychodzili do niego i mówili „My się kochamy", Jan Paweł Η mówił: „Nie mówcie tak, mówcie «My uczestniczymy w miłości Boga» — bo jeżeli nie uczestniczycie w Bożej miłości, to to nie jest miłość. 
Ewa nazywa miłością wszelkie wzruszenia serca. Wprawdzie Jan Paweł II pisze w Liście do kobiet, o geniuszu serca kobiety, ale dodaje, że ma ono być poddane rozumowi i sprawiedliwości. W tym jej przeżywaniu przeważa postawa egoizmu, który chce przeżycia dla siebie, a miłość ma być altruistyczna. Ewa jednak uważa, że kocha — a potem nie wie, co się stało z tą niby miłością — nie rozumie sama siebie 
Potrzeba serca dyktuje jej także potrzebę zrozumienia. W poradni, zarówno młodzieżowej, jak małżeńskiej, wiele kobiet tak właśnie określa swoją sytuację: „On mnie nie rozumie" — przy czym sama nie bardzo wie, na czym to rozumienie miałoby polegać. Zwykle chodzi o to, aby on spełniał jej oczekiwania. 
Oprócz innych mniej lub bardziej świadomych pragnień kobieta podświadomie pragnie poczucia bezpieczeństwa, wydaje jej się, że to właśnie on, Adam, jej je zapewni — boi się, że będzie sama i szuka Adama, idąc po linii swoich przeznaczeń. Ma być matką, więc podświadomie szuka ojca dla dzieci, nie zdając sobie z tego sprawy. 
To pragnienie jest jak najbardziej prawidłowe« kobieta ma prawo pragnąć opieki ojca dla ich wspólnych dzieci — ale świadomość Ewy nie sięga tak głęboko, a zatrzymuje się jedynie na pragnieniu posiadania Adama dla siebie samej; dziecko nie zjawia się w horyzoncie je pragnień — chce mieć „swego chłopca", potem ewentualnie swego męża. Współczesna Ewa wręcz nie umie być sama — i podświadomie, i świadomie szuka i wabi Adama, a to staje się od razu pułapką, bo właśnie wkracza Zły i podsyca egoistyczne dążenie do przyjemności bycia z Adamem. Jakże łatwo współczesną Ewę namówić do cudzołóstwa, do przekroczenia Bożych przykazań! Wprawdzie ona wie, że jest Bóg i zna Jego przykazania, ale łatwo odrzuca posłuszeństwo Bogu, bo odrzuca wszelką świadomą refleksję na temat sensu istnienia i celu życia. Staje się łatwą zdobyczą szatana i jak w raju namawia Adama do nieposłuszeństwa. 
Dziś szatan ma do dyspozycji cały aparat środków, aby opanować serce Ewy. Dowodem tego jest los współczesnej dziewczyny, ilość samotnych młodocianych matek, fakt, że nawet pary, przychodzące po sakrament małżeństwa są już rodzicami — nieodpowiedzialne rodzicielstwo wyprzedza małżeństwo, a także stwierdzane zdrady małżeńskie i rozpad małżeństw sprowokowany przez Ewę. 
Ewa potrafi bezwzględnie odbierać żonie męża i dzieciom ojca. Nie można nie zauważyć kryzysu kobiecości— trzeba ogłosić alarm s. o. s. dla kobiety. 

7. Odnalezienie
LosuTak właśnie napisał w kartce do mnie ksiądz Zienkiewicz, znany kilku pokoleniom duszpasterz akademicki we Wrocławiu: „S.O.S., niech pani doktor przyjedzie ratować moje dziewczyny" — tak napisał i zorganizował triduum przed świętem 8 grudnia — Niepokalane Poczęcie. 
Trzydniowe rekolekcje dla dziewcząt w katedrze — było pełno. A Jan Paweł II podczas swego pontyfikatu w trosce o kobiety, żeby je ratować, napisał pięć dokumentów. Nie tylko wspomniany list apostolski "Mulieris dignitatem", którego teraz obchodzimy dwudziestolecie, ale także kobiecie poświęcił Orędzie na XXVIII Światowy Dzień Pokoju 1 stycznia 1995. 1994 (Rok kobiety ONZ) Kobieta wychowawczynią do życia w pokoju i List do kapłanów na wielki Czwartek 1995 Ζnaczenie kobiety w życiu kapłana, Lisf do kobiet — i wreszcie wzór; encyklika Redemptoris mater — o Matce Boskiej. — 
Właśnie parę dni temu jeden z kapłanów powiedział, że Jan Paweł II skrzywdził mężczyzn, bo do nich specjalnie nie napisał, a do kobiet pisał wciąż. Myślę, że właśnie rozumiał, jak głębokie zniszczenie przynosi współczesna cywilizacja kobiecie i jak bardzo bezradna jest kobieta wobec siebie samej. Ale może zawsze odnaleźć się wtedy, gdy napotka mężczyznę, który ją ochroni przed nią samą i gdy odnajdzie kontakt z Bogiem — z Chrystusem. Wówczas jest zdolna do wielkiej, ofiarnej miłości i do heroizmu w służbie człowieka. Wtedy rozkwita i spełnia sobą, swoim istnieniem, Boży plan. 

8.ΧΠ.08 KUL Katedra Duchowości

 




ARKA 2017